Heeeej:)Witajcie po dłuższej przerwie:)Powód mojej nieobecności jest prozaiczny-nie chciało mi się;)Jakoś nie mogłam się zabrać za fotki, a nawet jak już jakieś zrobiłam,to zabrakło mi ochoty na wrzucenie ich tutaj. Lenistwo totalne;) A czasu niby dużo,bo właśnie dobiega końca mój dwutygodniowy urlop....buuuuuuuuuuu!!! Wczoraj prawie mi się udało popełnić posta,ale wypiłam za dużo "kompociku" domowej roboty...A w związku z tym,ze mój "kompocik" składa się z wody gazowanej,lodu,cukru trzcinowego,limonek ,mięty i ...rumu, jakoś tak zrobiłam się senna po trzeciej szklaneczce...:D To zdecydowanie mój ulubiony kompot,nazywany tak z racji tego,że zawsze robimy w dużym dzbanku;)
Ale jestem,jestem,czas spiąć poślady i do roboty!;) Sukienka to pamiątka z wakacji..cóż..mogłam nazbierać muszelek,ale usłyszałam jakieś dziwne głosy,które kazały mi ja kupić..hmm..może przedawkowałam jod...?;)
Sukienka- Cropp,buty- nn, torebka -H&M
ps.Ten utwór prześladuje mnie ostatnio jak jakiś stalker;)
Hej,hej! Myślę,że ogrodniczki mają tyle samo zwolenników, jak i przeciwników. Ja byłam gdzieś po środku,niby ok,ale jakoś tak żeby sama nosić...hmmm...Do momentu, kiedy je przymierzyłam;) Czuję się w nich fantastycznie,są cudownie luźne(specjalnie kupiłam o rozmiar większe),a po odpięciu szelek zostają fajne boyfriendy.
Ogrodniczki- House
Top- NY
Buty- DeeZee
Koperta- Atmosphere